onsenTohoku

Kuracja w Tamagawa Onsen

Do  Tamagawa Onsen pojechałam podkurować plecy. Byłam akurat w regionie Tohoku na szkoleniu z japońskich baniek (Kyukaku) i nadwyrężony odcinek lędźwiowy coraz bardziej zaczynał dawać się we znaki. Moja Czcigodna Nauczycielka zlitowała się wreszcie, kiedy zaczęłam posykiwać przy każdym ruchu, i wysłała mnie na jednodniową kurację. Ruszyłam więc autobusem przez góry i lasy, wielce ciekawa tego sławnego miejsca.

   

   

Tamagawa Onsen (玉川温泉) to wyjątkowy kurort z gorącymi źródłami w górach Parku Narodowego Towada-Hachimantai, słynący z najbardziej kwaśnych wód o pH 1,2. W onsenie występuje również bardzo rzadki, radioaktywny kamień, hokutolit, który ma szerokie spektrum terapeutyczne. To był mój główny cel podróży. Onsen ma tylko jeden ryokan z dużą liczbą prostych pokoi i łaźnią publiczną. Goście mogą zostać tam na noc lub skorzystać z kąpieli podczas jednodniowej wizyty. Miejsca trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem, bo osobliwości przyciągają kuracjuszy z całej Japonii. Bez zacnego wstawiennictwa nie miałabym szans wcisnąć tu się tak „spontanicznie”.

   

Na przystanku od razu przejmuje mnie Pan Tanaka. „Najpierw pójdziesz wymoczyć się do furo – zarządza – potem zjesz arbuza i zaopatrzysz się w dużo picia. Będę czekać na początku drewnianej alejki”. Nie ma tu  miejsca na polemikę. Dostaję ręcznik, a mój opiekun odwraca się na pięcie dając do zrozumienia, że komunikaty wygłasza tylko raz.
Obiekty kąpielowe Tamagawa Onsen są zdecydowanie nadgryzione zębem czasu, ale to tylko podkreśla ich rangę i urok. Stare drewniane kąpieliska uznaję za absolutnie kapitalne! Niektóre baseny są zasilane bezpośrednio ze źródła, podczas gdy inne mają wodę rozcieńczoną do 50% w celu zmniejszenia kwasowości. Wytrzymuję tu po kilkanaście minut. Woda jest jak ukrop, a do tego piecze. Obowiązek spełniony. 

   

Pan Tanaka od razu prowadzi mnie do tablicy informacyjnej, żebym mogła doczytać różne ciekawostki. Po kuracji proponuje wyprawę na wulkan Yakeyama, a ja naiwnie reaguję entuzjazmem. Najpierw jednak chce mi pokazać Obuke, źródło termalne, które znajduje się w odległości krótkiego spaceru od ryokanu. Wylewa się z niego, co minutę,  prawie 9000 litrów, niemal wrzącej, wody o temperaturze 98 stopni. To czyni je najbardziej produktywnym  gorącym źródłem w Japonii. To miejsce jest łatwe do znalezienia – turkusowa woda złowieszczo bulgocze w spektakularnych oparach i ma przepotworny zapach siarki. Kuracjusze gromadzą się w pobliżu urządzając mini-koczowiska i obozy. Niektórzy czytają książki, inni po prostu ucinają sobie drzemkę, jeszcze inni wesoło gawędzą. Wdychają opary, ale skórę szczelnie zasłaniają przed wszystkim, co unosi się w powietrzu. Pan Tanaka zaśmiewa się, że to czysty kwas solny. Wokół Obuke znajdują się mniejsze źródła, syczące siarkowe otwory i strumienie gorącej wody, które można oglądać z alejek spacerowych.

   

   

   

Idziemy teraz do płyt hokutolitu i specjalnych chatek do kuracji. Na radioaktywnych skałach, wzdłuż ścieżek, też już widać sanatoryjne stanowiska.  Tutaj kuracjusze leżą pojedynczo, porozrzucani, jak po wybuchu bomby. Godzinami tkwią, zwinięci jak krewetki, obłożeni swoim dobytkiem, dla wyjątkowych korzyści zdrowotnych. Hokutolit pierwszy raz został odkryty przy gorących źródłach Beitou na Taiwanie i wszyscy od razu oszaleli na jego punkcie. Wykazuje niewielkie promieniowanie radowe. Jedynym miejscem w Japonii, gdzie występuje, jest właśnie Tamagawa Onsen. Jego właściwości są rozległe, w tym zapobieganie i leczenie raka, kojenie bólu i stymulowanie metabolizmu komórkowego oraz gojenie stanów zapalnych i trudnych ran. Pan Tanaka pokazuje mi dziwaczne chaty-szałasy u podnóży zielonych wzgórz. To tam będę odbywać swoją właściwą kurację. Chaty wyglądają jak zagrody dla kóz, ale w środku szczelnie wypełnione są leżącymi pokotem kuracjuszmi. Dostaję plecioną matę w dloń, po czym zostaję wepchnięta do środka, a drzwi szczelnie się zamykają. Rozkładam posłanie na skałach. Zapomniałam zapytać, ile czasu mam tu spędzić. Zapomniałam wziąć książki. To wszystko okazuje się jednak zupełnie nieważne. Gorąca skała otula swoim ciepłem. Niemal masuje plecy. Rozgrzewa nogi. Rozpuszcza całą głowę. Odpływam. Budzi mnie szturchanie kijem. Pan Tanaka ze srogą miną przerywa moją błogość. „Ty leniu! Cały dzień byś tu przespała!” Ledwo ciągnę nogę za nogą. Nie wiem, czy za długo spałam, czy to ciepło tak mnie obezwładniło, czy promieniowanie. Od tej pory Pan Tanaka w każdym zdaniu nazywa mnie już leniem i pokraką, bo ledwo za nim nadążam. A tu tyle rzeczy w planie jeszcze.

   

   

   

   

Wulkaniczna dolina Tamagawa Onsen jest także początkiem siedmiokilometrowego szlaku pieszego przez sąsiednią górę Yakeyama do Goshogake Onsen, kolejnego aktywnego wulkanicznie obszaru z gorącymi źródłami. Tam właśnie mamy teraz zmierzać. Pokonujemy kolejne ścieżki z jamami geotermalnymi, przy których  mój opiekun demonstruje ćwiczenia, wraz ze spacjalnymi oddechami, które mam wykonywać. Niby nic trudnego, ale co chwilę muszę odpoczywać na drewnianych ławeczkach. Mój 89-letni towarzysz tylko załamuje ręce…

   

   

   

Na ostatnich nogach docieram do małej świątynki. To czas i miejsce, żeby podziękować za dzień, odbytą kurację, przychylność bogów i ludzi. I za potęgę natury. Za możliwość naocznego obserwowania  sekretnego życia i energii Ziemi.

   

 

 

2 thoughts on “Kuracja w Tamagawa Onsen

  1. Ty leniu i pokrako XD hahaha. Prawdziwie japońskie surowe podejście do okazywania słabości. Szkoda że nie można powiększyć zdjęć, przydałaby się taka opcja. Serdecznie pozdrawiam i obiecuję zaglądać częściej, nie wiem dlaczego dopiero teraz zacząłem czytać, bo do ulubionych dodałem już dawno.

    1. XD!!! Mam nadzieję, że zostaniesz z WJ na dłużej. Każde zdjęcie można otworzyć w osobnym oknie – wtedy są duuuużo większe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *