Nauka w Dogo Onsen

Posted on Posted in Shikoku

O wizycie w Dogo Onsen (道 後 温泉) marzyłam od dawna. W najśmielszych marzeniach nie przyszło mi jednak do głowy, że będę się tam także uczyć!

Dogo otulone jest legendą. To najstarsze gorące źródła w Japonii z historią sięgającą 3000 lat. Podobno w czasach, gdy na ziemi żyli pierwsi bogowie, wody tryskające przez szczelinę w skałach, uleczyły chorą nogę białej czapli. Dlatego to właśnie tutaj  bóstwa, który stworzyły Japonię, Oomunaji no Mikoto i Sukunahikon no Mikoto, przybyły by odzyskać siły po wyczerpujacej pracy. Tutaj też, umierający Sukunahikon no Mikoto zanurzony w źródlanej kąpieli, został cudownie uzdrowiony.  Stał się odtąd patronem medycyny i… gorących źródeł!

1.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_domi 2.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 4.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 6.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_

Gmach Główny, Honkan, symbol Dogo Onsen,  to wspaniała 3-piętrowa drewniana łaźnia przypominająca mały zamek. To nowy budynek (!), pochodzi z 1894 roku i powstał na miejscu poprzedniego. W stulecie istnienia został wpisany na listę kulturowego dziedzictwa. Jest też pierwowzorem Łaźni Bogów (nie bez powodu!) z filmu  Hayao Miyazakiego „Spirited Away”.
Na dachu siedzi legendarna biała czapla. Umościła się na wieży z oknami z czerwonego szkła, zwanej Shinrokaku, wieżą bębna, który codziennie, o 6 rano, obwieszcza otwarcie boskiego przybytku. Drewniane wnętrze to prawdziwy labirynt schodów, korytarzyków i różnych pomieszczeń, cały dzień tętni życiem i dudni krokami  pracowników i gości. Największa atrakcja to dwie stare (tak, bardzo oldskulowe!) łaźnie. Główne kąpielisko (oczywiście oddzielne dla kobiet i mężczyzn)  to usytuowane na pierwszym poziomie  Kami no Yu (Wody Bogów), a mniejsze, skromniejsze i mniej zatłoczone, Tama no Yu (Wody Duchów) znajduje się na wyższym poziomie. Wody w Matsuyama są głównie siarkowe, monozasadowe, miękkie, z delikatnym orzeźwiajacym aromatem, a ich średnia temperatura to 43st. Doskonałe dla wygładzenia skóry, na nerwobóle i choroby kobiece.

11. Dogoonsen
Po kąpieli, można powłóczyć się jeszcze po pięknym onsenie w yukatach. Duże ogólnodostępne pokoje tatami są na drugim piętrze, a mniejsze, prywatne, na trzecim. To czas i miejsce aby odpocząć, zjeść przekąskę i napić się herbaty.
We wschodniej części budynku, znajduje się Yu shinden (Święte Wody), specjalna łaźnia, zarezerwowana wyłącznie dla Cesarskiej Rodziny, która jest jedynym tego rodzaju miejscem w Japonii. Oficjalnie Cesarz korzystał z Yushinden do 1952 roku. Od tego czasu są to podobno sekretne wizyty.

Być w Matsuyama i nie odwiedzić Honkan Dogo Onsen – to grzech niewybaczalny!

Pod budynkiem zwykle kręci się tłum ludzi. Przyjeżdżają kolejką  z odległych zakątków miasta, lub przychodzą z okolicznych hoteli i ryokanów. W yukatach i „w cywilu”. Pojedyńczo lub całymi rodzinami. Ja przybyłam tam kompletnie sama i poczułam się trochę onieśmielona. Krążyłam godzinę wokół tajemniczego budynku zanim odważyłam się wejść do środka. Zakochałam się w tym miejscu od przekroczenia progu! Drewniane szafki, skrzypiące schody, wąziutkie przejścia. Czuć podmuch historii. Woda jest oczywiście diabelsko gorąca, ale jedwabiście gładka, tak, to prawdziwie boskie miejsce. Po kąpieli zaległam rozanielona w sali tatami z zieloną herbatą i osembi (japońskie krakersy ryżowe). Byłam zaskoczona  doskonałym samopoczuciem. W drugiej połowie sierpnia japońskie upały są nieprzeniknione, jednak po spędzeniu kwadransa w ukropie zapadałam się właśnie w błogą aksamitną odprężającą drzemkę.

7.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 8.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 9.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 10.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_

– NIE ŚPIJ! Czekamy tu na ciebie juz dwie godziny. – głos K. był bezlitosny i wyrwał mnie z letargu jak z grobu. A więc to K. Spodziewałam się energicznej  kobiety w wieku mojej mamy, a przede mną stała jakaś szatańska  staruszka. Chyba równolatka pierwszych bogów ;)))

Koresponowałam z nią od tygodni w sprawie mojego przyjazdu i nauki tu. Była jedyną osobą która odpowiedziała na moje błagające mejle, pisane do wszelkich instancji Dogo, po angielsku, japońsku, a nawet (w ostatecznej rozpaczy) po polsku. Ona jedna się zlitowała i obiecała przyjąć mnie na naukę, jeśli przedstawię odpowiednie rekomendacje. JAKIE REKOMENDACJE!? Ile można powtarzać: odpowiednie. Zbierałam absolutnie wszystko, co przyszło mi do głowy: polskie certyfikaty kosmetyczne, dyplom z mezoterapii i co tylko. Zaświadczenia z japońskich klasztorów. Zdjęcia japońskich podręczników. Dyplom ukończenia ASP. Dokumenty ze szkoły złotniczej. Daty wszystkich poprzednich wizyt w Japonii. Coś z ambasady. Coś od zaprzyjaźnionej rodziny z Hiroshimy. Coś od nauczyciela masażu z Tokyo. I kiedy już zupełnie straciłam nadzieję, zapaliło się wreszcie nikłe zielone światełko. Natychmiast kupiłam bilet na samolot.

5.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_

Dogo Onsen to nie tylko słynna historyczna łaźnia. To wielki kompleks, cała uzdrowiskowa infrastruktura odpowiadająca naszym SPA, obejmująca hotele, ryokany, pomniejsze (ale nie mniej zacne) onseny, gabinety zabiegowe, zielarnie, sklepy i restauracje. Do absolutnej czołówki należy Funaya (380 lat tradycji!) i tam właśnie trafiłam dzięki K. i przychylności M. Następnego dnia o świcie siedziałam już razem z K. w pociągu do Nagahama, gdzie miałyśmy wydzierać morzu wodorosty i muszle na maseczki oraz gruby piach do peelingu. „Jakość przede wszystkim” – mawiała K. średnio raz na pół godziny i robiła przy tym bardzo groźną minę. Pokornie zbierałam więc z plaży zielsko, muszle i piasek. Zwijałam w rolki, tłukłam kamieniem, mieliłam w młynku, suszyłam. I tak niemal do zachodu słońca. Świeże surowce uzupełniane były w onsenie co dwa dni, i wszystko co można, wytwarzałyśmy z naturalnych produktów. Tak, było to żmudne, pracochłonne, ale też niesamowite.

11a.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 12.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 13.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 14.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 15.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 16.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_

W Dogo zabiegi z użyciem takich kosmetyków były najdroższe, ale też najbardziej pożądane. Wieczorem i następnego dnia wykorzystywałyśmy wszystko do zabiegów. Ręce miałam utytłane po łokcie od wszelkich mikstur, a palce obolałe od masowania twarzy Szanownych Klientek. K była jednak nie przejednana i dała mi tylko jedną przerwę w południe. „Idź wymoczyć się do onsenu i zjedz rybę. Nie pomyl tylko kolejności, bo do niczego nie będziesz się już nadawać” – parsknęła śmiechem. W onsenie poznałam M., która miała na koniec potwierdzić moje umiejętności. Zasiadłyśmy w pięknym furo i po wymianie pozdrowień i uprzejmości M. przeszła do konkretów: „Zrobisz mi jutro mezoterapię. Twarz i szyja” – oznajmiła. Myślałam, że czegoś nie zrozumiałam: „To znaczy w Pani gabinecie, tak? Jakiejś Pani Szanownej Klience, tak?” „Nie, mi zrobisz. Ja też czasem potrzebuję mezoterapii”. Teraz już tylko onsenowe bóstwa mogły mnie mieć w swojej opiece. Przerażona wezwałam w myślach Sukunahikon no Mikoto (którego wody Dogo przed 3000 lat przywrociły  z zaświatów) na pomoc.
Cały wieczór K. dzielnie podtrzymywała mnie na duchu wspaniałym uśmiechem i wszystko-rozumiejącym-spojrzeniem swoich ciepłych, jak sierpniowa noc, oczu. Oczywiście dołożyła mi jeszcze dodatkowe Szanowne Klientki, żebym nie poszła spać przed północą, a potem padła na nos bez zbędnych myśli. Tak się dokładnie stało. Rano K. obudziła mnie wcześnie i zawlokła siłą do onsenu. Tylko szacunek do osób starszych powstrzymał mnie przed stawianiem czynnego oporu. Magia Dogo znów jednak zadziałała.

17.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_funaya 18.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_funaya 19.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 20.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 21.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_ 22.Dogoonsen_wszystkiegojaponskiego_

Po śniadaniu, pełna radości i energii, ruszyłam do komnat legendarnej M. uzbrojona w igły, kolce, rollery i ampułki. Zrobiłam, co do mnie należało i potem jeszcze, pod czujnym okiem K., pokłułam zwinnie osiem następnych Szanownych Klientek. Ten dzień był przełomowy, lody zostały skruszone. Następnęgo –  doświadczyłam glorii i chwały, kiedy zaczęto plotkować, że w Dogo jest gaijinka, co robi wszystko jak „nasza”. Miałam więc już następne klientki. Z polecenia. Niestety mój czas w Matsuyama się kończył. A może na szczęście, bo inaczej woda sodowa, i ta niespodziwana „szybka sława”, uderzyła by mi do głowy! K. ściągnęła mnie tam, gdzie moje miejsce, ale wiem, że szczerze się cieszyła. Przypomniała mi babcię, której już dawno nie miałam. Kochana, wspaniała, cierpliwa K. Cudownie uparta jak osioł. Postawiła sobie za punkt honoru, a może po prostu była to starcza fanaberia, że jeszcze przed zasłużoną, i odwlekaną od lat, emeryturą, przyjmie zdesperowowaną dziewczynę z dalekiej nieznanej nikomu krainy.

I tak oto stałam się dziewiątą, w całej historii Dogo, nie-Japonką, która mogła pobierać tam nauki.

Musiałam poczekać z tym wspomnieniem, aż K. odejdzie z Dogo. Taką miałyśmy umowę. Mam nadzieję, że moja wdzięczność dotyką Ją każdego dnia ciepłą, dodającą sił, energią. Rozbudziła we mnie nową ciekawość, wnikliwość i pasję, sprytnie stawiała czoła mojej niecierpliwości i opanowywała emocje. Droga K-san – dziękuję z całego serca za wszystko. Dziękuję też czcigodnej M, że zgodziła się na wariacki pomysł K. aby mnie przyjąć do Dogo Onsen, a potem pomogła swoimi nieocenionymi rekomendacjami dostać się do Yamano w Tokyo.

old old1

Dogo-Onsen  znajduje się w Matsuyama, stolicy Ehime, na wyspie Shikoku.
Być w Matsuyama i go nie odwiedzić – to grzech niewybaczalny.

 

Zdjęcia kąpielisk w Dogo Onsen oraz zdjęcia archiwalne pochodzą z oficjalnej strony DogoOnsen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *