KantoŚwiątynieZen

Soji-ji. Klasztor Wzajemnej Adoracji

Pamiętacie „dowcipy z wieży kontrolnej”, typu:
– halo wieża, tu BO-754 i jak co piątek obieram kurs na Boston
– halo BO- 754, musicie zatem szybko zmienić współrzędne, bo dziś jest środa i lecicie do Miami
Podobnie było z moją ostatnią wizytą w Soji-ji, gdzie, jak co sobotę, wybrałam się na praktykę zazen, ale ponieważ był to jednak piątek, przydzielono mnie do… pomocy w ceremonii pogrzebowej.
W Soji-ji wszystko jest możliwe. To bardzo specyficzne miejsce.

    

Sōji-ji,  (總持寺; dosł. „Klasztor Wzajemnego Wspierania się”) to główna świątynia japońskiej szkoły zen tradycji Soto.  Klasztor pod tą samą nazwą znajduje się też na półwyspie Noto i zbieżność nazw nie jest przypadkowa. Tam właśnie, w 1321 roku, została pierwotnie założona ta świątynia, ale ( oficjalnie po pożarach, a nieoficjalnie, dla wzmocnienia pozycji) w 1911 roku została przeniesiona do Tsurumi, na przedmieściach Yokohamy.
O najwyższą rangę Soji-ji musiał latami walczyć z najsłynniejszym chyba japońskim klasztorem Eihei-ji, a były to spory zażarte, wydawałoby się wcale nie przystające duchowi zen. 

   

   

   

Już współzałożyciel szkoły soto, Keizan Jōkin poczuł moc Soji-ji, kiedy zauważył, że wszystkie najlepsze zasady jego własnej szkoły, Yōkō-ji , nowsza świątynia przejmuje cichaczem, aby podnieść swoją rangę i wyeliminować innych graczy. Tak więc Yōkō-ji zamiast stać się instytucjonalną podstawą, tak jak to zamierzał Keizan, stała się modelem dla rozwijania potęgi Sōji-ji. Nowa świątynia rozrastała się tak szybko, że zaczęła deptać po piętach klasztorowi  Eihei-ji, który był główną i niepodważalną siedzibą Soto. Zagrożenie stało się zaskakującą rzeczywistością, a działania opatów na tyle skuteczne, że w 1589 roku dwór cesarski oficjalnie ogłosił, że Sōji-ji jest głównym klasztorem szkoły Sōtō, dyskredytując tym samym Eihei-ji. Przeciwko słowu cesarza mogło wtedy wystąpić jedynie słowo shoguna, tam też uderzył po pomoc przegrany. Niestety było już za póżno. Żeby nie zaogniać konfliktu shogunat wydał dwa osobne kodeksy reguł (jap. hatto) dla każdego z klasztorów, próbując tym samym rozdzielić skłóconych i podkreślić ich niezależność. Niczego to oczywiście nie rozwiązało i walka między tymi klasztorami trwała przez cały okres Edo i we wszystkich sprawach, zarówno błahych jak i najważniejszych, obie instytucje zajmowały zawsze przeciwne stanowiska. Złote rady, aby pogodzić wszystko i iść naprzód w zgodzie z „sentencjami patriarchy założyciela Dōgena i aspiracjami późniejszego nauczyciela Keizana” (shūso Dōgen no kakun to senshi Keizan no sokai) na nic się zdały.

   

Dziś formalnie Sōji-ji (總持寺) jest jednym z dwóch daihonzan (大本山 „głównych świątyń”) szkoły Sōtō buddyzmu Zen. Druga to oczywiście świątynia Eihei-ji w prefekturze Fukui. Formalnie. Nieformalnie zaś dominuje Soji-ji . Chociażby wielkością i lokalizacją.
Obecnie kompleks składa się z dwunastu dużych budynków i zajmuje powierzchnię 33 hektarów. Praktykuje w nim 200 mnichów i nowicjuszy. Klasztor posiada także akademię Sōji Gakuen, w której uczniowie studiują buddyjskie nauki. W skład akademii wchodzą też: przedszkole, szkoła podstawowa, średnia i uniwersytet. Klasztor posiada także szpital. No i oczywiście cmentarz. Wokół Soji-ji zrzeszonych jest kilka tysięcy mniejszych świątyń. To prawdziwa sieć klasztorów, prężnie działająca instytucja. W zasadzie, to, niemal zgodnie z nazwą, Klasztor Wzajemnej Adoracji.

   

   

   

    

   

Na oficjalnej stronie świątyni o żadnym konflikcie oczywiście nie ma mowy, od początku, niepodważalnie, sprawuje ona kluczową rolę dla Soto: „W 1322 roku, kiedy Keizen miał 52 lata, cesarz Godaigo zadał mu dziesięć pytań za pośrednictwem Kakumyo Koho jako posłańca. Cesarz był pod wrażeniem odpowiedzi Keizana. W rezultacie, 28 sierpnia, świątynia Sojiji została oficjalnie uznana za wiodący główny klasztor Soto Zen, a jej opatom pozwolono nosić fioletową szatę. 14 września cesarz nakazał Lordowi Yukufusa Fujiwara wpisać trzy znaki „So-ji-ji 總持寺” do oficjalnego zapisu jako głównej świątyni szkoły Soto.”

Soji-ji odwiedzałam wiele razy, ze względu właśnie na dogodne połączenie z Tokyo. Jest doskonale przygotowana do praktyki osób świeckich, w tym także cudzoziemców. Monumentalny budynek Sanshōkaku, zbudowany w 1990 roku, to właśnie miejsce do praktyk i warsztatów dla zwykłych śmiertelników. To wypełnienie obietnicy Keizana Zenji, aby pomóc wszystkim czującym istotom. Sanshōkaku ma 6 pięter, a sam dach waży ponad 50 ton.

   

Najlepiej  przybyć na jeden pełen dzień, aby w pełni poczuć atmosferę tego miejsca, wspólnie usiąść do zazen, zjeść lekki wegański posiłek i pomóc w drobnych pracach wokół zespołu świątynnego (samu).  Mnich Joshin, pod którego okiem byłam podczas każdej wizyty, dobrze wiedział, że największą radość sprawią mi prace w ogrodzie. Oszczędził mi szorowania korytarzy, zmywania naczyń i zamiatania schodów. Sam z pasją z kolei ćwiczył swój angielski. Mieliśmy zatem dobrze funkcjonujący układ.

   

   

   

Joshin 0powiadał, że mnisi, przebywający w klasztorze na stałe, mają bardzo rygorystycznie ustawiony dzień, co nie znaczy, że nigdy nie ma od tego żadnych odstępstw. Zwykle jednak wstają o 3 nad ranem latem i godzinę później zimą. Najpierw praktykują zazen przez dwie godziny, a następnie uczestniczą w nabożeństwie i czytaniu sutr przez 75 minut. Później jedzą śniadanie (kleik ryżowy, herbata i pikle). Następnie przez 90 minut sprzątają budynki i teren. O 8 rano studiują chińską poezję i pisma najważniejszych Zenji:  Dōgena i Keizana. O godzinie 11 idą do Butsuden, gdzie odprawiają nabożeństwa lub czytają sutry. To jeden z moich ulubionych budynków, cały ze starego drewna. Jego ściany pachną obłędnie kiedy się do nich przytulić. W środku majestatyczna kamienna podłoga i ołtarz ociekający złotem. Od razu przypomniał mi podobny, z Zojo-ji w Tokyo, ale ten tu jest po stokroć wspanialszy.

   

   

   

   

Po przerwie na lekki posiłek, od 13:00, mnisi zajmują się wykonywaniem usługi dla odwiedzających. Po kolejnym posiłku, między 18:00 do 20:00, mają zajęcia z czytania sutr i kaligrafii, a potem wracają do Kobokudō, by znowu praktykować zazen. Dzień kończy się ok 21:00.

   

   

To właśnie Joshin przydzielił mnie do pomocy w ceremonii pogrzebowej, kiedy przybyłam do świątyni nie tego dnia, co trzeba. Z przejęciem i zaciekawieniem spełniałam swoje obowiązki, które polegały na „porządku i organizacji”.  Kierowałam ruchem żałobników od samego początku, czyli od parkingu, potem, po korytarzach i wreszcie organizowałam ruch w głównej świątyni ceremonialnej Dai-sodo. To imponujące miejsce ma wielkość 1000  mat tatami, a z materiału zużytego na dach można by zbudować statek. Wszystko wzbudza tam respekt, oczywiście oprócz obecności mojej dziwacznej osoby. Wskazywałam każdemu, gdzie ma zostawiać buty i gdzie usiąść w seiza. Jak trzymać koperty i podarunki i gdzie płacić. Na końcu wyznaczałam najkrótszą trasę do rodzinnego grobowca. Czułam się bardzo ważna i potrzebna, ale nikt nie podzielał mojego nastroju, a wprost przeciwnie, wszyscy byli jawnie oburzeni obecnością gaijinki w tak zacnym miejscu i w czasie tak bardzo osobistych japońskich uroczystości. Pokazywali to wywracając okrutnie oczami, wymieniając potworne spojrzenia i znacząco chrząkając. Trochę mnie to rozkojarzało i dotykało na początku, ale kiedy zobaczyłam, że Joshin ma to w głębokim poważaniu, a nawet nieco go to bawi, sama wrzuciłam na luz.

   

   

   

   

   

   

Każda wizyta w Soji-ji była wielką przyjemnością, bo i szwędanie się po ogromnych świątynnych terenach jest kapitalne same w sobie. Teren jest traktowany jak duży, ogólnodostępny park, przychodzą tam chętnie matki z dziećmi i młodzi adepci sztuk walki. Można bezkarnie biegać po trawnikach, skakać po schodach i spacerować między budynkami. Niektóre z nich są wyjątkowo ciekawe. Rdzeń świątyni składa się z siedmiu budowli tworzących tzw. garan Shichidō. Brama Sanmon, zbudowana w 1969 roku, jest podobno największą tego typu budowlą w Japonii. Faktycznie piękna i majestatyczna, formalnie jest dopiero drugą bramą do klasztoru.

   

Inna ciekawa brama znajduje się w sercu kompleksu, jest czerwona i ozdobiona emblematami chryzantem. Mukaikara Mon jest otwierana tylko na specjalne okazje, takie jak ceremonia inauguracyjna nowego opata, Nowy Rok, Bon i Święto Przeniesienia Świątyni.

   

   

Uwagę zwraca uroczy budynek Taihokan. To dawna rezydencja Owari-Tokugawa. Została tu przeniesiona z Sendagaya Tokyo i służy dziś za pokoje gościnne.

   

   

Świątynia ma oczywiście przepyszny sklepik z amuletami i różnorakimi skarbami. Nie mogłam przepuścić takiej okazji! Unikalne drobiazgi z Soji-ji można znaleźć w moim UZEN.

 

 

6 thoughts on “Soji-ji. Klasztor Wzajemnej Adoracji

  1. cześć fajny ten opis 🙂
    Dai sodo było zaprojektowane przez mojego dziadka Kuroda Hakujun, który był dyrektorem administracyjnym Sojiji po wojnie i sędzią sądu rozjemczego w soto. Często bywałem w Sojiji 😀 miło powspominać czytając Twój post.
    Obecny opat Ishizuki Shuko był wiele lat moim nauczycielem w klasztorze, Daiyuzan, Byłaś tam? To koło Odawara. W górach, blisko Tokio. Daiyuzan Saijoji, trzeci najważniejszy klasztor soto w Japonii jest bardzo piękny i niezwykle cichy, nie dociera tam tak dużo ludzi jak do Sojiji w Tsurumi. Opaci Daiyuzan zazwyczaj zostają opatami Sojiji.
    W Japonii?

    1. Hej, dziękuję za ten komentarz, bardzo mnie zaciekawił. Nie nie byłam Daiyuzan, chętnie odwiedzę w czerwcu. Będziesz też tam może wtedy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *