Codzienność

Anti-aging? Dziękuję, przeczekam

Anti-aging kształtuje dziś ogólną świadomość, a my, bezmyślnie, dajemy sobie wmówić wszystko, zrobić jeszcze więcej i na koniec zapłacić za to krocie. A najsmutniejsze jest to, że i tak nic nam to nie załatwia. Kiedy próbowałam rozmawiać o tym z moimi starymi japońskimi nauczycielami, słyszałam tylko: podstawową umiejętnością człowieka jest umięjętność odróżnienia dobra od zła i rzeczy ważnych od nieważnych. Tyle w temacie. Japońska kosmetologia klasyczna, lekcja pierwsza.

domi nomakeup

„Perfekcjonizm wyglądu zewnętrznego stał się chorobą ludzkości. Kobiety nakładają na twarze tony makijażu, by ukryć niedoskonałości. Pozwalamy sobie wstrzykiwać różne rzeczy, głodujemy, by osiągnąć idealne kształty. Za wszelką cenę chcemy siebie naprawić, ale nie da się naprawić czegoś, czego nie widać. To nasze dusze potrzebują pomocy. Nadszedł czas, by sobie to uświadomić. Jak możemy oczekiwać, że ktoś nas pokocha, jeśli same siebie nie kochamy? Zacznijmy budowanie relacji od swojego wnętrza. Nie ma aż tak dużego znaczenia, jak wyglądamy, ważne jest to, co do siebie czujemy. Publikuję dziś swoje zdjęcie bez makijażu. Wiem, jak wyglądam, wiem, że mam zmarszczki, ale dzisiaj chcę popatrzeć głębiej. Chcę zajrzeć w swoją duszę, zauważyć swoje prawdziwe Ja, to kim jestem naprawdę. Chciałabym, byście i wy dostrzegły i uszanowały swoją najgłębszą i najprawdziwszą istotę, pokochały siebie takimi, jakimi jesteście”.
–  te słowa najlepiej pasują do mojego zdjęcia. Wypowiedziała je Julia Roberts, która też czuje, że „sprawy zaszły za daleko”. Na tym zwykłym zdjęciu powyżej, siedzę gdzieś wysoko w górach dzikiej prefektury Yamagata. Zmęczona. Trochę zmarznięta. Trochę zmoknięta. W najzwyczajniejszej weekendowej kraciastej koszuli, totalnie bez makijażu, z potarganymi włosami. I jestem najszczęśliwsza na świecie.

Coś, co w Polsce  nazywane jest „medycyną estetyczną”, nie zna granic. Zwłaszcza granic kultury.
Niedawno znajoma opowiadała mi, jak to za młodu, w ferworze „poszukiwania siebie”, miała przelotny problem ze swoim nosem. Że niby za duży. Wybrała się więc na konsultacje do Szanownego Specjalisty w Temacie, żeby zapytać co by tu z takim nosem można na przykład zrobić. Specjalista potwierdził, że problem czuje i rozumie doskonale, bo już przez okno, kiedy ona wysiadała z samochodu, dostrzegł ten okropny WIELGACHNY NOS!
Nie wierzyłam własnym uszom.
Mechanizm jest tu prosty i oczywisty: wyłowić Twoją chwilową słabość, wzmocnić ją po stokroć i wykorzystać. I dołożyć jeszcze coś od siebie. Zamieszać. Wstrząsnąć. Jak najszybciej przystąpić do działania.

…Żeby nie było, że opowiadam tu tylko cudze historie!
Zaszłam wieczorem do warszawskiej Znanej Kliniki, żeby omówić sprawę wycięcia pieprzyka na szyi, co to ciągle zawadza. Chciałam się też podpytać się o wypełnianie dysproporcji ust własnym tłuszczem. „O, dobrze, że Pani o tym tłuszczu zaczęła sama, bo tu właśnie widzę, że u Pani to wszystko jest do wypełnienia tłuszczem. Cała twarz!” – wypalił Szanowny Specjalista w Temacie, Doktor G.

jnaiwna wszystkiego japonskiego

„Eeeee. Yghhhh. Ale ja zupełnie w innej sprawie” – próbowałam nieporadnie wywinąć się, bo mnie skubaniec jednak zaskoczył. „A! No właśnie! Każda niby nie po to, ale na końcu to właśnie po to. Żeby przecież polepszyć. Dobrze zrobić. Ładnie. Młodziej. To już ostatni moment u Pani. Zaraz nie będę mógł już pomóc” – rozłożył bezradnie ręce, westchnął znacząco i wywrócił oczami. Teraz to zamurowało mnie na dobre. Poczułam się jak himalaista zwisający gdzieś samotnie na krawędzi, tuż przed nadciągającą burzą śnieżną. Bardzo źle, a może jeszcze gorzej nawet. Nikt nie będzie mógł pomóc. Doktor G. wykorzystał moje absolutne osłupienie i zaciągnął mnie do lustra. „Wszystko Pani pokażę, niech sama Pani zobaczy. Tak świeżym okiem. Tak szczerze. Tutaj. O tutaj właśnie tłuszczem własnym, wziętym skądinąd, wypełnić trzeba. W tym miejscu, i tu, o tu, jakoś wyrównać to wszystko. Nadać temu jakiś wygląd, jakieś proporcje. Ostatni moment”.
Na zdjęciu w szarościach siedziałam sobie jeszcze wesolutka czekając na Szanownego Doktora. Nieświadoma.
Ale po tym, co usłyszałam, mina już nietęga, a przed oczami wyobraźni zdecydowanie tylko  TO.

A on był nieprzejednany. Brnął niestrudzenie. Nic go nie wytrąciło z raz obranej koleiny. Ani to, że jednak mam sporo lat więcej niż sam ocenił, ani to, że w razie czego, jakbym poczuła mimo wszystko taką potrzebę, to sama mogę sobie cośtam wstrzyknąć, gdyż i papier i umiejętność jest. NIC. „Policzki to trzeba natychmiast wypełnić. Tu nie ma już co dłużej zwlekać. – Aż spojrzał na zegarek, tak szybko widocznie mój czas nagle zaczął się kurczyć. – Powiem wprost, do zrobienia jest wszystko, od oczodołów, aż po samą górną wargę. Co za okropna warga! Taka wywinięta, jak kaczy dziób. Widać od razu, że naturalna, bo chyba nikt by aż tak źle tego nie zrobił. A ta broda wystająca! A widziała pani swoją szczękę?!” Skinęłam przepraszająco głową, że wszystko jest mi znane. Postanowiłam też się przyznać, że jestem świadoma swojego wieku, oraz tego, że wyglądam starzej i gorzej od dzieci, ale, że dam radę, a przynajmę podejmę próbę, aby z tym żyć dalej.
Szanowny Specjalista w Temacie aż osunął się na szafkę. Falujące morze mojej głupoty i realna ilość czekającej go pracy ewidentnie przytłoczyła go, chociaż w zasadzie tylko na moment, zaraz zebrał się w sobie, otrzepał z tych wszystkich okropności i pocieszył: „Tak, widzę, że Pani chyba oszołomiona realiami. Proszę się nie martwić. Poradzimy sobie z tym. Uchwyciliśmy to jeszcze. Zaraz biegnę po kalendarz!” Chyba musiałam mieć bardzo specyficzną minę, bo z błyskiem w oku, i z nowym zapałem, zaczął teraz z innej beczki: „Pani po prostu nie ma wyobraźni, nie widzi tego jakby tu można bardzo polepszyć, zaraz zdjęcia pokażę, a teraz proszę się położyć, wstrzyknę tu wszędzie wodę, to zniknie za jakiś czas, bo to woda przecież, ale zobaczy Pani jak to się pięknie tą wodą wypełni na próbę.”
Zdecydowanie, acz dyskretnie, zaczęłam przesuwać się po ścianie w stronę wyjścia.

Po powrocie do domu oczywiście natychmiast usiadłam przed lustrem, aby mężnie stanąć twarzą w twarz ze swoją twarzą. I oczywiście, po wizycie u Szanownego Specjalisty w Temacie, zaczęła jawić się ona dużo gorzej, niż jeszcze tego samego dnia rano. Tak to właśnie działa! Brawo Anti-aging!

Nie, nie jestem przeciwnikiem jakichkolwiek ingerencji, wszystko jest dla ludzi. Dobrze by jednak było, żeby to bardzo przemyślane decyzje pchały nas w ręce Szanownych Specjalistów, a nie ich naciski. Jeśli spontanicznie zjawisz się w gabinecie, „bo może już czas”, nigdy zatem nie zadawaj kokieteryjnie pytania: „a co Pan by tu radził zrobić”, bo wiadomo, jaka będzie odpowiedź – „wszystko!” Możesz, jak widać, usłyszeć to nawet bez jakiegokolwiek pytania. A jak masz słaby dzień, jest duża szansa, że ulegniesz. I polegniesz.

Nigdy nie usłyszałam czegoś podobnego w Japonii. Na nieokreślone „a co Pan by tu radził zrobić”, raczej otrzymuje się prostą radę: „Oczyścić, nawilżyć, odżywić”. Dopiero kiedy sama zaczniesz mówić, że coś konkretnego sprawia Ci dyskomfort, dopiero wtedy można zacząć szukać rozwiązania. Takie są zasady. Kultury chociażby!

Wraz z upływem czasu zauważamy to i owo. Naturalne jest, że chcemy utrzymać swoją skórę w jak najlepszej kondycji. Sama się cieszę, że współczesna kobieta ma takie spektrum możliwości, ale coraz częściej mówi się też o tym, że ostrzykiwanie wypełniaczami powinno być jednym z ostatnich kroków na liście zabiegów. Bo cel nadrzędny to właśnie utrzymać swoją skórę w jak najlepszej kondycji. Jeśli zatem istnieją zabiegi regeneracyjne, zmuszające nasze fibroblasty do wytężonej produkcji włókien, przede wszystkim kolagenowych, to powinnyśmy najpierw sięgać właśnie po nie. Japończycy mówią, że rozsądek nakazuje najpierw uderzyć w źródło starzenia się, a nie w skutek.

mezo wszystkiego japonskiego

Tak, efekty nie będą natychmiastowe, ale za to długofalowe. Mam nadzieję jednak, i głęboko w to wierzę, że w dzisiejszych czasach, kiedy nasza świadomość rośnie, a nurt SLOW czyni nas bardziej szczęśliwymi, przynajmniej część kobiet przestanie tak bardzo ulegać manipulacji. Nie wydaje mi się, że absolutnie każda z nas, całym sercem, chce się wpisywać w wymyślony ostatnio kanon. Chociaż to nawet zabawne. Chcesz sobie przypomnieć?
„Wszystko co może być większe, nich będzie jeszcze większe. Oprócz wagi i nosa oczywiście. Do tego rzęsy niech będą  jak szczotki do czyszczenia klawiatury, a brwi – jak u gruzińskich tancerzy. Co tylko można wyeksponować, wyeksponuj, jak tylko potrafisz. Co ktoś doradzi naprawić – napraw, nie zważając na koszty i konsekwencje. Co należy ukryć – ukryj i nigdy nie pokazuj”.
Na niebiosa. Nie dajmy sobie wmówić, że to jedyna słuszna droga, a każdy, kto skończy 25 lat powinien sobie wszystko ostrzyknąć, póki czas. Nie. Nic nie musi pasować do „wzorca”. Każdy z nas jest inny, a podstawą myślenia o własnej urodzie jest przede wszystkim świadomość jej unikalności. I w tym tkwi urok. Każdy, kto umie wydobyć go i podkreślić we właściwy sposób, uchodzi za osobę atrakcyjną (zupełnie niezależnie od obiektywnych proporcji). To jest japoński sekret.

Nie ma dróg na skróty do miejsc, do których WARTO dotrzeć. To jeden z moich ulubionych cytatów i przytaczam go na każdym swoim warsztacie. Klasyczna japońska kosmetologia ma coś jednak do zaproponowania. Codzienna pielęgnacja. Dieta. Spacery. Ćwiczenia. Czas dla siebie. Umiejętność radzenia sobie ze stresem. Plus cała gama zabiegów, które pomagają utrzymać skórę w jak najlepszej kondycji i pobudzić ją do pracy. W każdym wieku można uzyskać znaczącą poprawę jakości skóry.

masaz had a lift kobido alma

Pamiętaj, że to tylko do Ciebie należy decyzja, czy będziesz nerwowo walczyć z upływem czasu i ścigać ze wszystkim wokół. Nurt Anti-Age będzie wywoływał w Tobie nieustającą frustrację, bo zawsze znajdzie się przecież w Twoim otoczeniu ktoś młodszy i młodziej wyglądający. Pomyśl, czy może jednak, mimo wszystko, nie lepiej być naprawdę w dobrej formie i po prostu dobrze wyglądać, jak na swój wiek…?  Działania Pro-Age to moja prawdziwa misja i pomogę, każdemu, kto myśli podobnie, jak ja. Każdemu, kto jest świadomy swojego wieku, tego, że wygląda starzej i gorzej od własnych dzieci, ale, mimo wszystko, da radę z tym żyć dalej!

6 thoughts on “Anti-aging? Dziękuję, przeczekam

  1. Omijam szerokim łukiem te SUPER kliniki i SUPER specjalistów. Aż strach pomyśleć jak bardzo krzywdzą osoby, które do nich przychodzą, zaniżając ich – często i tak nie najwyższe – poczucie własnej wartości, wskazując na potrzebę absurdalnych często zmian. Straszne jest to, że tyle osób ulega tej presji. Nie mówię zupełnie „nie” zabiegom medycyny estetycznej – sama nie wiem czy kiedyś z nich nie skorzystam, ale gdy słyszę że dwudziestoparoletnie dziewczyny ostrzykują sobie czoła i okolic oczu bo ma to przynieść korzyści na przyszłość z lekka opadają mi ręce…

  2. To jest zabawne doprawdy – mówi to Dominika, która jeszcze 15 lat temu wyglądała raczej inaczej – dzisiaj na przykład na 3 razy większe usta – ale co tam…. hahahaha

    1. Och, odbieram to jako komplement i bardzo za niego dziękuję. 15 lat temu byłam 15 lat młodsza, czasu nie zatrzymam :))) Ust nie mam większych niestety, ale tak, wiem co robić, żeby się takie wydawały! Uściski!

  3. Hej, trafiłam tu poszukując info o minimalizmie japońskim w modzie, znalazłam bardzo ciekawy artykuł, dzięki. Zaczęłam czytać dalej. Fajne podejście w kwestii „młodości”, zgadzam się. Warto też przyznać, że trzeba być na prawdę bardzo silnym by nie ulec wszechobecnemu kultowi młodości. Trochę się pogubiliśmy, ale nieśmiertelność w historii byłą często bardzo kusząca. Natomiast nie jestem w stanie uwierzyć, że lekarz zachował się i mówił to co napisałaś. A już wstrzyknięcie wody na próbę…. ??!! Czym się kierowałaś wybierając tego lekarza?
    Pozdrawiam i będę zaglądać.

    1. Dziękuję. Milo mi, że tu trafiłaś. „Gabinety Młodości” to temat rzeka i aż kusi, żeby się w tym rozpisywać, a preteksty każdego dnia same się cisną. Doktor G. jest znaną osobą i byłam ciekawa co się za tym kryje tak naprawdę. Już wiem! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *